Gadżety z kontekstem – bujda, czy przyszłość?

Wielu potentatów rynku technologicznego twierdzi, że przyszłość należy do kontekstu. Wielu użytkowników nie zdaje sobie sprawy z tego, że owa przyszłość już powoli nadchodzi i choć nie wiem jak bardzo byśmy jej nie chcieli, to i tak nie uda nam się przed nią uciec.

Kontekst w gadżetach oznacza, że urządzenie się uczy. Wie, co robi użytkownik i stara się mu pomóc. Już teraz ekrany telefonów komórkowych, notebooków czy też monitory potrafią automatycznie dostosować swoją jasność do zewnętrznych warunków oświetleniowych. W iOS ostatnio odkryłem, że podczas pisania notatki, iż muszę coś zrobić we wtorek, iPad sam podpowiedział, że może dodać najbliższy wtorek jako zadanie w kalendarzu. Za kilka lat, a może nawet miesięcy, ma to wyglądać dużo bardziej zaawansowanie.

Jednym z przykładów urządzenia z kontekstem jest komputer AIDA (Affective Intelligent Driving Agent). Gadżet powstaje przy współpracy Massachusetts Institute of Technology, Audi oraz Volkswagena. Ma być nawigacją samochodową, pomocą i czymś w rodzaju… przyjaciela. AIDA w ciągu miesiąca jest w stanie nauczyć się przyzwyczajeń kierowcy. Robot wie, jakie są nasze ulubione trasy, gdzie najczęściej robimy zakupy i gdzie tankujemy. Na tej podstawie może nas poinformować o tym, że właśnie kończy się benzyna i od razu wyznaczyć trasę do miejsca, w którym te braki można uzupełnić. Oczywiście ominie przy tym wszystkie roboty drogowe i jezdnie, którymi (według niego) nie lubimy się poruszać. Jednak to nie wszystko! AIDA ma mieć twarz i jeśli tylko zauważy, że kierowca jest w złym humorze, to się do niego uśmiechnie.

To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej. Firma Je Joue opracowała wibrator, który uczy się preferencji użytkownika, a następnie dopasowuje swoje ruchy tak, aby były jak najbardziej przyjemne. Kiedy gadżet wykonuje kolejne ruchy, osoba z niego korzystająca może naciskać tak lub nie. Na tej podstawie SaSi, bo tak się nazywa wibrator, uczy się preferencji danej osoby. Od czasu do czasu zmienia pewne rzeczy, aby użytkownik mógł po pierwsze sprawdzić, czy spodoba mu się coś nowego, a po drugie, żeby się nie znudził.

W przyszłości nie będziemy musieli ustawiać playlisty w odtwarzaczu muzyki. Zrobi to za nas komputer, który na przykład na podstawie wpisów na Facebooku i Twitterze oraz czytanych przez nas tekstów dowie się, jaki mamy humor. Dołoży do tego nasze ulubione zespoły (też oczywiście z Facebooka) i na tej podstawie ustawi odpowiednie piosenki. Jeśli będzie myślał, że za chwilę idziemy na imprezę to może włączyć coś bardziej żywiołowego. Jeśli komputer stwierdzi, że jesteśmy smutni, bo na przykład zerwała z nami dziewczyna, to może ustawić bardziej melancholijne kawałki.

Na podstawie tych samych wpisów z portali społecznościowych lub tego, że do godziny 4 nad ranem ktoś cały czas nim potrząsał, telefon będzie wiedział, że właśnie wróciłeś z imprezy. Najprawdopodobniej założy, że męczy cię straszny kac. Dlatego też, jeśli nad ranem ktoś będzie chciał się z tobą pilnie skontaktować, to nie obudzi cię przeraźliwie głośny dzwonek. Przecież telefon wie, że nie czujesz się najlepiej, a twoje zmysły są bardzo wyostrzone. Ustawi delikatną i cichutką melodię dzwonka. Jeśli nie będziesz go podnosił, to systematycznie będzie zwiększał głośność.
Możliwości są naprawdę nieograniczone! Pomoc w kupowaniu prezentów, biletów lotniczych, ćwiczeniach i wiele, wiele więcej. Jednak czy chcemy żyć w takim świecie? Czy w ten sposób sami nie staniemy się bezdusznymi maszynami, które w rzeczywistości nic nie muszą robić, bo wszystko dookoła działa dla ich potrzeb. A może już tak jest? Obojętnie jakie nie byłyby odpowiedzi na te wszystkie pytania, to i tak nie unikniemy przyszłości. A ta ma kontekst!



Komentarze