Analogowy aktor z iPadem. Wywiad z Mackiem Stuhrem

O felietonach pisanych na kolanie i… nieśmiertelnym budziku rozmawiamy z Maćkiem Stuhrem, jednym z najlepszych aktorów młodego pokolenia.

Znany jest Pan z dbałości o poprawność językową. Jak językowy purysta odnajduje się w świecie internetowej nowomowy
Faktycznie jestem kojarzony z pewnym rodzajem wysławiania się, ale to dlatego, że po prostu lubię nasz język i frajdę sprawia mi tworzenie językowych zawijasów. Nie nazwałbym siebie jednak zagorzałym strażnikiem polszczyzny, zwłaszcza tej używanej w Internecie, który przecież rządzi się własnymi prawami. Do owej internetowej nowomowy podchodzę więc z dużym dystansem – czasem mnie drażni, ale w większości przypadków po prostu bawi.

Swoimi prawami rządzą się też rozmowy telefoniczne. W jednym ze skeczy wskazuje Pan na różnice między rozmową telefoniczną kobiety a mężczyzny. Te historię napisał Pan… czy życie?
Część męska to anegdota, która faktycznie się wydarzyła. Swego czasu jeden z moich kolegów dzwonił do drugiego, rozmawiał z nim przez 15 min., po czym obwieścił… że się nagrał. Rozbroił tym wszystkich. Tę część napisało więc życie, a ja tylko trochę podbarwiłem. Część żeńska też wynika z moich obserwacji, ale nie jednej sytuacji, lecz wielu rozmów, które gdzieś tam wpadły mi w ucho.

Skecz ma już kilka lat. Gdyby miał go Pan teraz reaktywować, co by się pojawiło w nowej wersji?
Ja już dopisałem dalszą część. Dodałem do niej trzeci typ rozmowy – rozmowę… bezpłciową, czyli z automatyczną infolinią. Trzeba wstukiwać cyferki po kolei, dostając przy tym białej gorączki, a i tak nigdy swojej sprawy się nie załatwi.

W jednym z felietonów przyznał Pan, że laptopa wykorzystuje… do pisania felietonów w pociągu. Gdzie jeszcze towarzyszą Panu mobilne technologie?
A wie pan, że właśnie napisałem kolejny felieton na ten temat. Zastanawiam się w nim nad różnicami pomiędzy moimi wakacjami 30 lat temu, a tymi spędzanymi obecnie z moją rodziną. Różnice w dużej mierze związane są właśnie z ingerencją technologii. Moja córka wściekała się, że jej nie wykupiłem roamingu, przez co nie może sprawdzić pogody na iPhonie. Że nie ma Wi-Fi, że GPS nas źle prowadzi, etc. Ale absolutnie nie ma w tym niczego złego. Tym bardziej, że ta technologia jest niezwykle użyteczna i sam chętnie korzystam z technicznych nowinek, jak właśnie MacBooka, czy iPada, na którym mogę pisać felietony na kolanie.

A czy owe nowinki techniczne w jakiś sposób mogą pomóc w pracy aktora?
Może są tacy, którym pomagają, ale ja do nich nie należę. Na pewno fajne jest to, że wszystkie teksty mogę mieć ze sobą na tablecie w każdej chwili. Jednak zawód aktora jest zawodem bardzo „analogowym” i sprowadzającym się do interakcji między ludźmi, więc technika nie za wiele może pomóc.

Pamięta Pan swój pierwszy komputer i komórkę?
Oczywiście, jak pewnie wielu, ja również byłem posiadaczem Commodore 64 – ze wszystkimi jego plusami i minusami. Do dziś pamiętam wgrywanie gier z magnetofonu i czuwanie ze śrubokrętem. A pierwszą komórką był Panasonic z taką wysuwaną antenką. Modelu za Chiny sobie nie przypomnę. Zresztą dziś, oprócz iPhone`a, mam również wysłużoną, przestarzałą i niezwykle sfatygowaną Nokię 8800 – od 6 lat nie potrafię się z nią rozstać.

Wielu ma taką „sentymentalną zabawkę”, której nie potrafi się pozbyć, mimo iż nie spełnia już swojej funkcji.
Tak, w dzisiejszych czasach posiadanie telefonu przez 6 lat to na pewno jakiś ewenement. Mam też taki budzik, który już od dawna nie działa, ale dla mnie to przykład czegoś obecnie niespotykanego. Otóż kupiłem go jeszcze w NRD, może nie wszyscy pamiętają, że był kiedyś taki kraj. Gdy go kupowałem, chodziłem jeszcze do podstawówki. Wie pan, ile wytrzymał na jednej baterii? Do końca moich studiów. Coś niesamowitego – dla mnie to jakiś rekord guinnessa. Ponad 10 lat na jednym paluszku.

Czy przywiązuje Pan wagę do marek?
Są pewne firmy, które wzbudzają moje zaufanie, do których się uśmiecham bardziej niż do innych i z niecierpliwością czekam na ich kolejne produkty. Mam jednak świadomość niebezpieczeństwa niedoceniania rzeczy, które nie mają wypracowanej marki. Dlatego też chętnie odkrywam fajne rzeczy wyprodukowane przez firmę, której nazwa absolutnie nic mi nie mówi.

A jak to było w przypadku Apple? Zapewne nie wybrał Pan produktów tej marki z powodu fajnego logo.
Nie wiem, czy Pan zauważył, ale historie ludzi, którzy przerzucili się na Apple, są dość podobne – to jest coś tak przyjaznego, niezawodnego, przejrzystego i intuicyjnego w obsłudze, że jak się raz spróbuje, to nie ma powrotu. Apple potrafi nie tylko wpisywać się w potrzeby, ale też przewidywać je i wprowadzać w kolejnych produktach i aplikacjach. Myślę, że właśnie tym zjednali sobie tak wielu fanów i mówię to bazując nie tyko na własnym doświadczeniu, ale też znajomych, którzy się zarazili.

Wiele osób uważa, że posiadanie iPhone`a czy iPada oznacza nie tylko posiadanie urządzenia Apple, ale wręcz przystąpienie do filozofii Apple. Czy dla Pana posługiwanie się sprzętem z nadgryzionym jabłkiem to styl życia
Nie przesadzałbym z górnolotnością słów, ale coś w tym jest, że to nie są tylko komputery – do tego sprzętu naprawdę ma się stosunek emocjonalny. Rzadko wśród posiadaczy gadżetów innych marek da się wyczuć taką nutę sympatii jak w przypadku „aplowców” mówiących o swoim sprzęcie.

Szybkie bio – Maciej Stuhr
W zasadzie nikomu przedstawiać nie trzeba, ale aby dopełnić formalności: aktor filmowy i teatralny, konferansjer, kabareciarz i parodysta. Zagrał w ponad 30 filmach, m.in. „Fuks”, „Poranek Kojota”, „Chłopaki nie płaczą”, „Przedwiośnie”, „Francuski numer”, „Mistyfikacja” czy „Śluby panieńskie”. Wielokrotnie nagradzany na przeglądach kabaretowych. Laureat m.in. filmowej Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego oraz zdobywca tytułu Mistrza Mowy Polskiej 2005.

Mój gadżet to… iPad
Moim zdaniem spośród wszystkich produktów Apple ten jest najbardziej rewolucyjny i przełomowy. Mimo że, według pewnych definicji, nie jest komputerem, pod wieloma względami bez problemu go zastępuje, dając dostęp do e-maila, Internetu czy dokumentów.